środa, 20 września 2017. Imieniny Eustachego, Faustyny, Renaty

Z Orzysza do Berlina na dwóch kółkach

2013-08-18 13:00:00 (ost. akt: 2013-08-17 17:30:34)
Sześć dni zajęło Grzegorzowi Jędrzych z Orzysza dojechanie rowerem do Berlina

Sześć dni zajęło Grzegorzowi Jędrzych z Orzysza dojechanie rowerem do Berlina

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Ponad 800 kilometrów przejechał w ciągu 6 dni. Codziennie na dwóch kółkach spędzał około 8 godzin. Nie używał nawigacji tylko tradycyjnej mapy. Noclegi? Kwestia przypadku. Raz skorzystał z pomocy znajomych. Innym razem spał na plaży. Orzyszanin Grzegorz Jędrych dojechał rowerem aż do Berlina.

Początkowo Grzegorz Jędrych, z zamiłowania pasjonat dwóch kółek napędzanych siłą mięśni, zwiedzał Warmię i Mazury. Do ilu miejsc dojechał? Mniej czasu zajęłoby wymienienie miejsc, w których nie był (jeszcze). Niedosyt domagał się czegoś więcej.

Połączyłem obie pasje: jazdę na rowerze i miłość do poznawania nowych miejsc. Tak właśnie narodził się plan, by rowerem odwiedzić Berlin — mówi Grzegorz Jędrzych, organizator wyprawy i jedyny jej uczestnik.

Uznałem, że wycieczka do stolicy Niemiec będzie najlepszym sposobem na rozpoczęcie czegoś na większą skalę. W zeszłym roku na festiwalu w Ostródzie poznałem parę Niemców mieszkających właśnie w Berlinie. Zaprzyjaźniliśmy się. Dostałem zaproszenie, więc nadarzyła się okazja, aby trasę Orzysz - Berlin przejechać w inny niż tradycyjny sposób. Poza tym Berlin zawsze mnie interesował.

Raz spokojnie, raz ekstremalnie

Ze względów bezpieczeństwa w większości trasa wiodła drogami mniej uczęszczanymi. Czasem nie było innego wyjścia.

Zdarzało się, że musiałem jechać drogami głównymi. Czasem było ekstremalnie. Najgorsza sytuacja, pierwszego dnia, było pod Mrągowem. Kierowca nie zważając, że jadę z naprzeciwka, zaczął wyprzedzać "na trzeciego". Minął mnie może o niecały metr. Gdybym nie uciekł na pobocze... — opowiada orzyszanin. A po chwili dodaje:

Z drugiej strony mój plan nie polegał tylko na przejechaniu z punktu A do punktu B. W międzyczasie starałem się zobaczyć, jak najwięcej ciekawych miejsc. Podróżując samemu realizowałem własny plan. Nikt w to nie ingerował. Całe dnie miałem dla siebie. Wiadomo, że razem raźniej, ale chciałem mieć spokój. I takie było założenie. Miałem parę ciężkich momentów. Niejednokrotnie zatrzymywałem się, by przeczekać je. Samozaparcie pomogło mi w pokonaniu przeciwności.

Z powrotem, z Berlina do Poznania, orzyszanin przyjechał busem, a z Poznania do Giżycka pociągiem.

Pozostało już tylko dotrzeć do Orzysza. Te niespełna 30 kilometrów dzielących mnie od domu ponownie przejechałem rowerem. Przed wyjazdem wielu osobom opowiadałem o wyjeździe. Większość nie wierzyła. Spotkałem się też z wieloma negatywnymi komentarzami. Nie brałem sobie tego do serca. Raczej traktowałem to jako motywację. Wiele osób pozytywnie zaskoczyłem — podsumowuje orzyszanin.

maz
m.zysk@gazetaolsztynska.pl


Wpisy pochodzą z FB, na którym Grzegorz Jędrych na bieżąco opisywał swoją podróż

DZIEŃ PIERWSZY

(...) Wiał zimny wiatr, który nie umilał mi jazdy Miałem parę przystanków na rozprostowanie pleców. Parę km zajęło mi przyzwyczajenie się do wiezionego bagażu. Dzisiejszy dzień był najłatwiejszy, ponieważ mam gdzie przenocować. Od jutro żywioł.

DZIEŃ DRUGI 

(...) Dzień podjazdów. Masakra jakaś! Do Iławy jechałem 16., później wioskami. Parę razy musiałem pytać o drogę. Pogoda elegancka, ciepły wiaterek. Bez ekscesów na drodze. Rozbijam się na plaży, jutro mam nadzieję dobić do Bydgoszczy.

DZIEŃ TRZECI (...) 

Jechałem długo, bo wiatr mi wiał w twarz lub na prawy bok, ale ja się nie poddaje. Mało zrobiłem zdjęć, ponieważ nie wiem kiedy będę miał dostęp do prądu. W Bydgoszczy natrafiłem na panie podlewające kwiaty wodą z pompy. Od razu poprosiłem o napełnienie butli.

DZIEŃ CZWARTY

 (...) Przyciąłem komara na ławce w parku nad wodą.

DZIEŃ PIĄTY

 (...) Noc w gospodarstwie była o dziwo bardzo chłodna. Gospodarz nie chciał ode mnie kasy. Zapytany ile się należy machnął ręką i powiedział "Śpij pan". Dla pewności pytałem parę razy. Po drodze słyszę, że łańcuch coś skrzypi. Zapomniałem naoliwić co uczyniłem po trasie.

DZIEŃ SZÓSTY

 (...) Na 50 km pękła mi szprycha. Uzupełniłem ją w Muncheburgu po 15 km. Ludzie z samochodów krzyczeli coś do mnie. Trąbili bez powodu. Kilometry same się nabijały.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages